Pierwszy rejs największego wycieczkowca

12 maja we francuskiej stoczni STX France w Saint-Nazaire przekazano armatorowi – Royal Caribbean Int. – największy jak dotąd wycieczkowiec świata – m/s „Harmony of the Seas”. Prace nad budową statku trwały prawie trzy lata, a wartość jednostki szacowana jest na miliard dolarów.

M/s „Harmony of the Seas” to już trzeci cruiser klasy „Oasis” wybudowany we Francji dla Royal Caribbean Int. (RCI). Z długością 1187 stóp (362 metry) jest o jedną stopę dłuższy od swoich dwóch poprzedników: m/s „Oasis of the Sea” oraz m/s „Allure of the Seas”. Pozostałe główne parametry jednostki to: wysokość 70 metrów (czyli jedynie o 12 metrów mniej niż mierzy najwyższy budynek Szczecina – biurowiec PŻM „Pazim”), zanurzenie 9,2 metra.

Jak twierdzą szefowie Royal Caribbean, ich nowy statek nie tylko bije kolejne rekordy: długości, ilości miejsc pasażerskich, rodzajów atrakcji, itd., ale stanowi istotny przełom w filozofii myślenia o morskim wypoczynku. O dotychczasowych największych cruiserach świata mówiło się bowiem jako o „pływających hotelach”, natomiast m/s „Harmony of the Seas” to już „pływające miasto”, oferujące swoim pasażerom siedem „dzielnic”, a więc poszczególnych części jednostki o odmiennym charakterze oraz własny park z ponad 10 tysiącami roślin i 52 drzewami. Morze staje się tu już właściwie tylko dodatkiem.

Wymiar miejski ma także ilość pasażerów mogących podróżować cruiserem. Na „Harmony of the Seas” jest dla nich aż 6410 miejsc, w 2747 kabinach, na 16 pokładach. Z kolei obsługa to 2100 członków międzynarodowej załogi. Dla gości przygotowano szereg atrakcji, oprócz standardowych, takich jak baseny (łącznie jest ich tu 23), restauracje czy butiki, również te wyjątkowe, a więc m.in. najdłuższy, liczący 10 pięter zjazd do wody („Ultimate Abyss”), czy bar obsługiwany przez dwóch barmanów-roboty.

– Obecnie cruising morski zmienia swój charakter – mówi Stuart Leven, szef brytyjsko-irlandzkiego oddziału RCI. – Wycieczki takie stają się formą wypoczynku dla całych rodzin i to nie jest już tylko biały obrus czy krawat przy kolacji. Pierwszym portem w dziewiczym rejsie m/s „Harmony of the Seas” było brytyjskie Southampton, gdzie cruiser powitany został przez 70-tysięczny tłum widzów. 7 czerwca wycieczkowiec rozpoczął natomiast swoje rutynowe tygodniowe podróże po Morzu Śródziemnym, odwiedzając m.in. Barcelonę i Rzym. Gdy w listopadzie w Europie zrobi się zimno, cruiser popłynie na Morze Karaibskie, gdzie jego portem macierzystym stanie się Port Everglades na Florydzie.

Na marginesie wszystkich tych fajerwerków, z dużym niepokojem na jednostki typu m/s „Harmony of the Seas” spoglądają ubezpieczyciele morscy. Dla nich te cruisery to nie „pływające miasta”, ale takie same statki jak inne jednostki komercyjne. Tyle że koszmarnie drogie. Ostrzegają oni, że jakakolwiek katastrofa z udziałem superluksusowego wycieczkowca byłaby prawdziwym ubezpieczeniowym koszmarem i mogłaby skutkować natychmiastowym wzrostem stawek dla całej branży armatorskiej.

24-1 fot. Christophe Dedieu

24-2 fot. Christophe Dedieu